Wszystkich odpowiedzi: 6.742.493, w tym roku: 1.712.125, miesiącu: 216.541, dzisiaj: 1.832, od: 11 lat, 5 miesięcy, 19 dni
iching.pl

I Ching - Księga Przemian

to Ścieżka postępowania w zgodzie z Dynamiką Sytuacji, to Przestrzeń na Pytania, Odpowiedzi i Przemianę ... Zapraszam Serdecznie !

Przedmowa do pierwszego tłumaczenia "Yijing" Richarda Wilhelma

Przedmowę do Yijing w wydaniu Wilhelma, o którą poprosiła mnie tłumaczka tego wydania na język angielski, piszę z tym większą ochotą, że mam dzięki temu okazję, by złożyć hołd pamięci mego nieodżałowanego przyjaciela, Richarda Wilhelma. Sam Wilhelm był w pełni świadom historyczno-kulturalnego znaczenia swego przekładu i opracowania Yijiag, które nie ma sobie równych na Zachodzie. Ja także czuję się wobec tego dzieła zobowiązany i pragnę przekazać je światu anglojęzycznemu najlepiej, jak potrafię.

Gdyby Księga Przemian była dziełem popularnym, przedmowa do niej byłaby zbyteczna. Do popularności jej jednak daleko: przeciwnie - traktowano ją zwykle podejrzliwie, jako niezbyt zrozumiały bądź bezwartościowy zbiór starych zaklęć. James Legge w swym przekładzie Yijittgi wydanym przez Maxa Mullera w serii Sacred Books of the East, nie uczynił zbyt wiele, by przybliżyć to dzieło zachodnim umysłom [1]. Tym więcej starań dołożył Wilhelm, by otworzyć drogę do zrozumienia – nieraz niejasnej - symboliki tekstu. Mógł tego dokonać, gdyż sam przez wiele lat stosował ową szczególną technikę odwoływania się do wyroczni, dzięki czemu jego możliwość wniknięcia w żywy sens tekstu była oczywiście o wiele większa, niż gdyby opierał się tylko na samym, mniej lub bardziej dosłownym, tłumaczeniu.

Wilhelmowi zawdzięczam najcenniejsze wskazówki na temat skomplikowanego problemu Yijing i praktycznego wykorzystania otrzymanych. wyroczni. Już jakieś dwadzieścia lat zajmowałem się tą techniką wróżenia, której znaczenie z psychologicznego punktu widzenia wydawało mi się ogromne, i już nieźle znałem Yijing, kiedy we wczesnych latach dwudziestych po raz pierwszy zetknąłem się z Wilhelmem. Było to dla mnie wielkim przeżyciem, że mogłem obserwować przy pracy samego Wilhelma i zobaczyć na własne oczy, w jaki sposób robi on praktyczny użytek z otrzymanych wyroczni. Ku memu wielkiemu zadowoleniu dane mi było stwierdzić, że znajomość psychologii nieświadomości może mi oddać przy tym niepoślednie usługi.

Nie znam chińskiego, przeto mogłem zbliżyć się do Yijing naturalnie tylko od strony praktycznej - jedyne moje pytanie dotyczyło więc użyteczności i możliwości zastosowania owej metody. Z powodu kompletnej niewiedzy sinologicznej nie bardzo mogłem zajmować się osobliwą symboliką owych „zaklęć". Nie obchodziły mnie filologiczne zawiłości tekstu - obchodziła mnie natomiast warstwa psychologiczna, odsłonięta metodą Yijing.

Podczas tamtego pierwszego pobytu Wilhelma u mnie w Zurychu poprosiłem go, by wypracował heksagram dotyczący naszego towarzystwa psychologicznego. Sam znałem sytuację - on nic o niej nie wiedział. Diagnoza, która z tego wynikła, była zaskakująco trafna, równie trafna była też prognoza, opisująca zdarzenie, które dopiero później miało miejsce, a którego ja nie przewidziałem. Co prawda, wynik taki nie był dla mnie specjalnie zdumiewający, bo sam nieraz miałem już wcześniej godne uwagi doświadczenia z tą metodą. Początkowo stosowałem bardziej skomplikowaną technikę posługiwania się pięćdziesięcioma łodygami krwawnika [2], później, gdy już lepiej orientowałem się w tym, jak działa ta metoda, wystarczyła mi tak zwana wyrocznia monet, którą też najczęstej stosowałem. Otóż z czasem okazało się, że istnieją - właściwie regularne - związki między sytuacją, o którą chodzi w pytaniu, a treścią heksagramów. Trzeba przyznać, że to dziwne - i zgodnie z przyjętymi u nas łożeniami nie powinno tak być, chyba że zdarzy się tak zwany ślepy traf. Muszę jednak powiedzieć, że - wbrew naszej wierze w prawa natury - pojęcie przypadku traktujemy za mało rygorystycznie. Ileż to, dajmy na to, zjawisk psychicznych określamy jako „przypadkowe", podczas gdy ktoś posiadający niejaką wiedzę nader wyraźnie widzi, że nie są one przypadkowe! Przypomnę tu tylko wszystkie te przypadki przejęzyczenia, niewłaściwego odczytania i zapomnienia, które już Freud wyjaśnił jako bynajmniej nieprzypadkowe. Dlatego raczej sceptycznie odnoś się do tak zwanych ślepych trafów w wypadku Yijing. Wydaje mi się nawet, że liczba wyraźnych trafień znacznie przekracza swą wielkością prawdopodobieństwo. Sądzę, że nie jest to wcale przypadek, ale reguła.

W ten oto sposób dochodzimy do pytania: jak udowodnić twierdzenie regule? Tu muszę czytelnika rozczarować - dowód jest nadzwyczaj trudny, o ile nie całkiem niemożliwy, przy czym to drugie wydaje mi się nawet bardziej prawdopodobne. Z racjonalistycznego punktu widzenia twierdzenie to musi być dość żałosne, jestem tedy świadom zarzutu, że mówiąc, iż istnieje regularna zgodność między daną sytuacją a heksagramem, dopuściłem się sądu nader lekkomyślnego. Istotnie, musiałbym sam sobie postawić ten zarzut, gdybym z wieloletniego doświadczenia praktycznego nie wiedział, że dostarczyć dowody jest w pewnych sprawach psychologicznych rzeczą bardzo trudną, a niekiedy wręcz niemożliwą. Kiedy mamy do czynienia z nieco bardziej skomplikowanymi sytuacjami praktycznego życia, rozwiązujemy je kierując się opiniami, uczuciami, afektami, intuicjami, przekonaniami i tym podobnymi, których uzasadnienia, czy możliwości zastosowania nie sposób „naukowo" udowodnić, a jednak wszyscy, których dotyczy dana sytuacja, mogą być z osiągniętego rozwiązania zadowoleni. Występujące w praktyce sytuacje psychologiczne bywają tak bardzo skomplikowane, że ich wyczerpujące „naukowe" zbadanie jest po prostu niemożliwe. Co najwyżej można mieć nadzieję, że osiągnie się pewien stopień prawdopodobieństwa. A i to jedynie pod warunkiem, że wszyscy uczestnicy nie tylko starają się być szczerzy, ale też wykazują dobrą wolę. Kiedyż to jednak zachowujemy zupełną szczerość i wykazujemy całkowicie dobrą wolę? Więcej szczerości i dobrej woli możemy osiągnąć tylko w obszarze wytyczonym przez zasięg naszej świadomości. To zaś, jacy jesteśmy w nieświadomości znajduje się już poza naszą kontrolą; to znaczy: naszej świadomości wydaje się, że jesteśmy szczerzy i pełni dobrej woli, a nieświadomość zdaje się i tak wiedzieć, że nasza pozorna szczerość i życzliwość to fasada skrywająca coś całkiem przeciwnego. Z powodu istnienia nieświadomości nie da się do końca przeniknąć i opisać żadnego człowieka ani żadnej sytuacji psychologicznej - i dlatego niczego takiego nie można udowodnić. Na podstawie bardzo obszernego materiału doświadczeń można co najwyżej wykazać statystyczne prawdopodobieństwo pewnych ściśle określonych zjawisk [3]. Wszelako w jednostkowo niepowtarzalnych, bardzo skomplikowanych sytuacjach psychologicznych niczego w ogóle nie można udowodnić, bo - zgodnie z ich naturą - nie ma w nich nic takiego, co nadawałoby się do eksperymentalnego powtórzenia. Do takich unikalnych sytuacji należy między innymi właśnie wyrocznia Yijing. Jak we wszystkich innych tego rodzaju sytuacjach, można się tu kierować tylko tym, czy coś wydaje się nam prawdopodobne czy nieprawdopodobne. Kiedy, dajmy na to, ktoś po dłuższych przygotowaniach decyduje się wreszcie wykonać jakiś z góry obmyślony plan i wtedy nagle uświadamia sobie, że jego postępowanie szkodzi interesom innych ludzi, i jeśli w tej wątpliwej sytuacji zwraca się z pytaniem do wyroczni, to otrzyma być może taką oto odpowiedź (heksagram 41):

Jeśli przedsięwzięcie jest wypełnione, iść szybko naprzód,
Bez winy.
Trzeba jednak rozważyć,
Na ile wolno pomniejszać innych.

W żadnym wypadu nie da się udowodnić, że to zdanie, choć najwyraźniej na temat, ma cokolwiek wspólnego z sytuacją psychologiczną pytającego. Jest sprawą pytającego, czy tak dokładna zgodność heksagramu z jego sytuacją zadziwi go, czy też zlekceważy on tę pozorną zgodność, traktując ją jako zabawny przypadek, czy wręcz w ogóle zaprzeczy istnieniu jakiejkolwiek zgodności. W pierwszym wypadku prawdopodobnie przejdzie on do drugiego wersetu, który brzmi:

Przedsiębrać coś przynosi nieszczęście.
Nie pomniejszając siebie,
Można powiększyć innych.

I może doceni mądrość tego wniosku, a może pominie go jako nieistotny. W pierwszym wypadku dojdzie do wniosku, że to nie może być przypadek, w drugim - że to musi być przypadek albo nawet, że to w ogóle nic nie znaczy. W każdym razie, tu nie ma nic do udowodnienia. Z tego właśnie powodu piszę tę przedmowę tylko dla tych, którzy skłonni są udzielić pewnego kredytu zaufania tej osobliwej procedurze.

Chociaż tego rodzaju „dosłowne" zbieżności zdarzają się wcale nierzadko, jednak nie one przeważają. Związek jest często luźniejszy albo mniej bezpośredni, i w większym jeszcze stopniu wymaga kredytu zaufania. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy psychologiczna sytuacja wyjściowa jest niezbyt jasna, a nawet mętna albo tylko jednostronnie ujęta.Wówczas zdarzają się przypadki, w których - o ile pytający w ogóle posiada gotowość rozpatrywania swojej sytuacji w odmiennym świetle - dostrzec można mniej lub bardziej symboliczny związek z heksagramem. Wypowiadam się tak ostrożnie dlatego, że nie chcę, by powstało wrażenie, iż należałoby a tout prix doszukać się tu jakiegoś związku. Tego rodzaju sztuczki nie opłacą się, prowadzą jedynie do niezdrowych spekulacji. W metodzie tej kryje się możliwość wszelakich nadużyć, z tego powodu nie nadaje się ona dla ludzi niedojrzałych, infantylnych, nastawionych wyłącznie na zabawę, podobnie jak nie nadaje się dla ludzi o nastawieniu racjonalistycznym i intelektualistycznym. Nadaje się natomiast dla ludzi o naturze medytacyjnej i refleksyjnej, lubiących rozmyślać o tym, co robią, i o tym, co im się przytrafia - to jednak nie ma nic wspólnego z dumaniami hipochondrycznymi, które są raczej chorobliwym nadużyciem myślenia. Yijing nie zaleca się żadnymi dowodami ani rezultatami, nie chełpi się, nigdy sam nie wychodzi naprzeciw – niczym część przyrody czeka, aż zostanie odkryty. Nie ofiarowuje żadnej wiedzy ani żadnej umiejętności, lecz dla miłośników samopoznania, mądrości myśli i czynów - o ile tacy istnieją - wydaje się najwłaściwszą księgą. Niczego nie obiecuje, dlatego też nie musi dotrzymywać obietnic, i w żadnym wypadku nie jest odpowiedzialny, jeśli ktoś wyciąga niewłaściwe wnioski. Posługiwanie się tą metodą wymaga odrobiny inteligencji. Jak wiadomo, o głupotę najłatwiej.

Jeśli tedy przyjmiemy, że zawartość tej książki nie jest czystym nonsensem i że interpretacja pytającego nie sprowadza się do autosugestii, to nasz zachodni, kształcony na filozofii i naukach przyrodniczych, umysł - mimo że chętnie udzielił jej kredytu zaufania - będzie się jednak poważnie niepokoił pytaniami o fakty. Trzeba się przecież - jeśli metoda wydaje się choćby w najmniejszym stopniu do przyjęcia – ustosunkować do nieznośnego faktu, że istnieje możliwość, iż sytuacja psychologiczna wyraża się w przypadkowym podziale czterdziestu dziewięciu łodyg krwawnika albo w równie czy nawet bardziej jeszcze przypadkowym ułożeniu monet - i to w sposób tak zupełny, że widać całkiem sensowny związek. Dla naszego zachodniego umysłu, który przywykł do czegoś zupełnie innego, taki wniosek jest wszakże cokolwiek bulwersujący. Jest więc rzeczą aż nazbyt zrozumiałą, że nasz umysł odrzuca podobne historie jako niemożliwe. Ostatecznie byłoby jeszcze do pomyślenia, że ktoś, kto dobrze zna wszystkie heksagramy, może „nieświadomie" podzielić łodygi krwawnika z taką zręcznością, by otrzymać odpowiedni wynik. Natomiast w wypadku posługiwania się monetami nie istnieje nawet ta, i tak już niewielka, możliwość, wchodzi tu bowiem w grę tyle czynników zewnętrznych (jak rodzaj podłoża, sposób toczenia się po nim monet i tak dalej), że skłonność psychiczna - przynajmniej takie jest nasze zdanie - nie może wywierać decydującego wpływu. Jeśli więc metoda ta zawiera choćby ziarno prawdy, to trzeba przyjąć, że istnieje zaskakujący paralelizm między zdarzeniem psychicznym a zdarzeniem fizycznym. Myśl ta - wprawdzie będąca shocking, bynajmniej jednak nienowa – to jedyna możliwa hipoteza astrologii, a w szczególności nowoczesnej horoskopii charakterologicznej, ta ostatnia odnosi się raczej do czasu niż do aktualnej konstelacji gwiazd: czas jest bowiem także określany i mierzony w sposób fizykalny. Jeśliby horoskopia charakterologiczna miała być ogólnie słuszna (a istnieje tu pewien stopień prawdopodobieństwa), to nie jest ona bynajmniej większym cudem aniżeli umiejętności konesera, który na podstawie cech wina bez wahania określa region, z którego ono pochodzi, położenie winnicy i rocznik - co zrazu może wydać się niewiarygodne dla kogoś, kto nie zna się na rzeczy. Dobry astrolog też z miejsca potrafi powiedzieć, w jakim położeniu znajdowały się w chwili mojego urodzenia Słońce i Księżyc, i która planeta jest moim ascendentem. Tak więc ów psychofizykalny paralelizm danego zjawiska, który należałoby przyjąć za podstawę wyroczni Yijing, to nic innego jak kolejny aspekt tego samego procesu, który przypuszczalnie stanowi też podstawę astrologii - oczywiście pod warunkiem, że astrologicznej diagnozie charakteru przyznamy jakiś sens. Na pewno wielu ludzi zajmuje się astrologią, ci zaś spośród nich, którzy z tego czerpią niemało korzyści poznawczych, to z pewnością natury myślące, o zainteresowaniach psychologicznych. Ale i tu łatwo dostrzec groźbę nadużyć.

Gdybym udzielił odpowiedzi na postawione tu pytanie, jawnie przekroczyłbym granice mej naukowej kompetencji. Mogę jedynie stwierdzić, że każdy, kto zwraca się z pytaniem do wyroczni, postępuje właśnie tak, jak gdyby rzeczywiście istniał jakiś paralelizm między tym, co wewnętrzne, a tym, co zewnętrzne, między rzeczywistością psychiczną i rzeczywistością fizykalną, i jeśli przypisuje on rezultatowi tej procedury choćby najmniejsze znaczenie, oznacza to, że już dokonał rozstrzygnięcia na rzecz takiej możliwości. Moje stanowisko w takich sprawach jest pragmatyczne, a wielką moją nauczycielką, która pouczyła mnie o praktycznej przydatności tego rodzaju postawy, jest psychoterapia i psychologia medyczna. Kiedy badamy nieświadomość, natykamy się na tak dziwne sprawy, że racjonalista odwraca się od nich z przerażeniem, po czym zazwyczaj twierdzi, że niczego nie widział. Irracjonalne bogactwo życia nauczyło mnie, żebym nigdy niczego nie odrzucał, nawet jeśli sprzeciwia się to wszelkim (jakże przecież krótkotrwałym) teoriom czy w jeszcze inny sposób wymyka się bezpośredniemu wyjaśnieniu. Jest to oczywiście niepokojące i nie mamy pewności, czy kompas wskazuje prawdę, wszelako bezpieczeństwo, pewność i spokój nie prowadzą do odkryć. Podobnie jest z chińskim sposobem wróżenia. Najwyraźniej metoda ta ma na celu samopoznanie, jakkolwiek we wszystkich epokach używano jej także w sposób zabobonny. Tylko ludziom niemądrym i mało wartościowym samopoznanie wydaje się czymś bezużytecznym. Nikt też nie próbuje zburzyć im tego przekonania. Ludzie bardziej inteligentni mogą natomiast bez obaw podjąć ryzyko, by za pomocą tej metody wzbogacić swoje doświadczenie o parę pouczających odkryć.

Metoda jest łatwa i prosta. Jak już powiedziałem, trudność zaczyna się w chwili, gdy przechodzimy do interpretacji wyniku. Rzeczą niełatwą jest przede wszystkim przeniknięcie symboliki, nawet jeśli korzystamy ze wspaniałych komentarzy Wilhelma. Im lepsze rozeznanie czytelnika w dziedzinie psychologii nieświadomości, tym łatwiej przyjdzie mu uporać się z tym zadaniem. Lecz kolejna, istotniejsza trudność polega na dość powszechnej nieznajomości własnego cienia, to jest negatywnej strony własnej osobowości, na którą w przeważającej części składają się wyparte kompleksy. Osobowość świadoma często broni się ze wszystkich sił przed tego rodzaju treściami i chętnie przenosi je jako projekcje na drugiego człowieka. Zbyt dokładnie widzi się drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzega belki we własnym oku. Fakt, że jeśli chodzi o własne błędy, człowiek często cierpi na regularną ślepotę, okazuje się wielkim utrudnieniem w studiowaniu i rozumieniu Yijing. Można by niemal posunąć się do twierdzenia, że ten, kto po kilku próbach nie może jakoś znaleźć w tej metodzie nic zrozumiałego, najprawdopodobniej ma sporą białą plamę. Warto by chyba napisać komentarz do poszczególnych znaków z punktu widzenia współczesnej psychologii - tak jak to czynił już Konfucjusz. Taka praca musiałaby jednak znacznie przekroczyć objętość zwykłej przedmowy i byłaby zadaniem niezwykle ambitnym. Dlatego zmuszony byłem zdecydować się na inne rozwiązanie.

Gdy już postanowiłem napisać tę przedmowę, zdecydowałem nie przystępować do pracy bez uprzedniej konsultacji z Yijing. Skoro miałem udostępnić tę księgę nowej publiczności, uznałem, że powinienem pozwolić, by sama wypowiedziała się na temat mojego zamiaru. Według starej chińskiej tradycji uważa się, że to czynniki duchowe - działając w tajemniczy sposób - powodują, iż pałeczki krwawnika dają sensowną odpowiedź [4], dlatego przyszło mi do głowy, by niejako upersonifikować Yijing zwrócić się do księgi z prośbą o ocenę jej obecnej sytuacji, to znaczy mojego zamiaru zaprezentowania jej współczesnemu czytelnikowi. Posłużyłem się monetami, a w odpowiedzi otrzymałem heksagram 50, Ding, „Kociołek".

Zgodnie z tym, jak sformułowane zostało moje pytanie, tekst heksagramu należy rozpatrywać tak, jak gdyby to Yijinghyi był osobą udzielającą odpowiedzi. Tak więc przedstawia on siebie jako kociołek, czyli naczynie ofiarne zawierające gotowaną strawę. W tym wypadku należy ją rozumieć jako „strawę duchową". Wilhelm mówi o tym w następujący sposób: „Kociołek jako narzędzie typowe dla wyrafinowanej kultury sugeruje wychowanie i dostarczanie pożywienia ludziom zdolnym, którzy przyczyniają się do dobra rządów". „Widzimy, jak kultura sięga tu szczytu swego rozwoju w religii. Kociołek służy do składania ofiar Bogu". „Najwyższe objawienie Boga dokonuje się w prorokach i świętych mężach. Cześć im oddawana jest czcią naprawdę oddawaną Bogu. Objawioną przez nich wolę Boga należy przyjmować w pokorze" i tak dalej. Trzymając się naszej hipotezy, musimy dojść do wniosku, że Yijing potwierdza tutaj, iż chodzi właśnie o niego. Kiedy któraś z linii danego heksagramu ma wartość sześć lub dziewięć, oznacza to, że kładzie się na nią szczególny nacisk, a zatem, że to ona ważna jest przy interpretacji całości [5]. W moim heksagramie spirituał agencies położyły - za pomocą dziewięciu - nacisk na linie znajdujące się na drugim i trzecim miejscu. Tekst powiada:

Dziewięć na drugim miejscu oznacza:
W Kociołku jest pożywienie.
Moi towarzysze są zazdrośni,
ale nie mogą mi zaszkodzić.

Tak więc Yijing mówi o sobie: „Zawieram (duchowe) pożywienie". Ponieważ udział w czymś wielkim zawsze budzi zazdrość, chór zawistników stanowi tu część obrazu [6]. Zazdrośnicy chcą okraść Yijing z jego drogocennej własności, to znaczy starają się odrzeć go ze znaczenia czy też je zniszczyć. Lecz ich wrogość nie wyrządzi mu szkody. Pełnia znaczenia jest zagwarantowana, to znaczy Yijing jest przekonany o swych osiągnięciach, których nikt mu nie może wydrzeć. Dalej tekst powiada:

Dziewięć na trzecim miejscu oznacza:
Zmieniono uchwyt Kociołka.
Przeszkody na naszej drodze życia.
Tłuszcz bażanta nie zostaje zjedzony.
Kiedy zaczyna padać deszcz, znikają wyrzuty sumienia.
W końcu przychodzi powodzenie.

Uchwyt (niemieckie Griff) to część, za którą można ująć kociołek. Oznacza on zatem naszą koncepcję [7], pojęcie (Begriff) dotyczące Yijing (kociołka). Z biegiem czasu pojęcie to widocznie się zmieniło, tak że dzisiaj nie możemy już „chwycić" (begreifen) znaczenia Yijing. I stąd "Przeszkody na drodze życia". Nie podtrzymuje nas więcej mądra rada i głęboki wgląd wyroczni, przeto nie odnajdujemy już swej drogi w labiryntach losu i mrokach naszych charakterów. Nie zjada się już „tłuszczu bażanta", czyli najlepszej i najpożywniejszej części dobrej potrawy. Ale kiedy w końcu na spragnioną ziemię znów spadnie deszcz, a więc kiedy to poczucie braku zostanie przezwyciężone, ustaną „wyrzuty sumienia" czyli smutek z powodu utraty mądrości, a wtedy pojawi się długo oczekiwana okazja. Wilhelm komentuje: „Jest to opis człowieka, który - wysoko rozwiniętej kulturze - zajmuje miejsce, gdzie nikt go nie zauważa czy nie uznaje. Stanowi to dotkliwą przeszkodę w jego działaniu" Yijing skarży się jak gdyby, że jego wspaniałe zalety pozostają nie zauważone i nie wykorzystane. Pociesza się nadzieją, że znów zyska uznanie.

Odpowiedź, jaką te dwie wyróżnione linie dały na moje pytanie, nie wymaga jakiejś szczególnie subtelnej interpretacji, żadnych sztuczek żadnej niezwykłej wiedzy. Każdy, kto dysponuje nawet niewielką dozą zdrowego rozsądku, może pojąć sens odpowiedzi: jest to odpowiedź kogoś, kto ma o sobie dobre mniemanie, lecz czyja wartość nie tylko nie uzyskała ogólnego uznania, ale też nie jest nawet szerzej znana. Podmiot udzielający odpowiedzi ma o sobie ciekawe wyobrażenie: uważa się za naczynie, w którym składa się bogom ofiary, rytualną żywność, będącą boskim pożywieniem. Przedstawia siebie jako kultowe naczynie służące do dostarczania duchowej strawy nieświadomym żywiołom czy sitom (spirituał agencies!) rzutowanym jako bogowie - innymi słowy: naczynie służące do poświęcenia tym siłom należnej uwagi, której potrzebują, by odgrywać swą rolę w życiu jednostki. W rzeczy samej, takie jest pierwotne znaczenie słowa „religia" - skrupulatna obserwacja i wzgląd (od relegere [8]) na boskie numina.

Metoda Yijing istotnie uwzględnia indywidualne własności ukryte w rzeczach i ludziach, a także w naszej własnej nieświadomej jaźni. Indagowałem Yijing tak, jak indaguje się kogoś, kogo ma się przedstawić przyjaciołom - pytamy go, czy będzie mu to odpowiadało, czy nie.

W odpowiedzi Yijing mówi i o swym religijnym znaczeniu, o tym, że obecnie jest nieznany i niedoceniony, o swojej nadziei, że powróci na zaszczytne miejsce - tutaj najwyraźniej zerkając kątem oka na moją nie napisaną jeszcze przedmowę [9] - a przede wszystkim na angielskie tłumaczenie. Wydaje się, że jest to reakcja zupełnie zrozumiała, taka, jakiej można by oczekiwać w podobnej sytuacji od człowieka.

Ale jak ta reakcja powstała? Jak mogło dojść do tego, że Yijing odpowiedział na moje pytanie w tak ludzki i oczywisty sposób? Ponieważ podrzuciłem w powietrze trzy małe monety i pozwoliłem im - zgodnie z prawami fizyki - upaść, toczyć się i zatrzymać awersem lub rewersem do góry. Nie miałem najmniejszego pojęcia, który z sześćdziesięciu czterech znaków będzie wynikiem tej procedury. Ten osobliwy fakt, że sensowna reakcja wynika z takiej - na pozór z miejsca wykluczającej wszelki sens, techniki, to wielkie osiągnięcie Yijing. Przykład, który podałem, nie jest wyjątkiem - stanowi raczej regułę. Zachodni sinologowie i miarodajni Chińczycy potwierdzali i przekonywali mnie, że Yijing to zbiór przestarzałych zaklęć magicznych. Podczas takich rozmów zdarzało się, że mój informator czasami przyznawał, iż radził się wyroczni za pośrednictwem czarownika. Był to, rzecz jasna, tylko nonsens. Dziwnym jednak trafem otrzymana wyrocznia najwyraźniej zbiegała się nader celnie z jakimś psychologicznie słabym punktem pytającego.

Zdaję sobie sprawę, że na moje pytanie można by udzielić dowolnej liczby odpowiedzi, nie mogę też utrzymywać, że inna odpowiedź nie byłaby dla mnie równie znacząca. Jednakże ta, którą otrzymałem, była pierwszą i jedyną - nie wiadomo mi nic o innych możliwych odpowiedziach. Ta pierwsza ucieszyła mnie i zadowoliła. Zadanie po raz drugi tego samego pytania byłoby nietaktem, a zatem nie uczyniłem tego. „Mistrz odzywa się tylko raz". Takie podejście do zjawisk irracjonalnych, które nie uwzględnia właściwego, przynależnego im stylu, świadczy o niskim, oświeceniowym poziomie kultury, której bohaterem jest zarozumiały belfer - nie cierpię tego. Tego rodzaju sprawy powinno się pozostawić takimi, jakimi wynurzyły się po raz pierwszy na światło dzienne, bo tylko wówczas wiemy, co czyni natura pozostawiona samej sobie, gdy nie przeszkadza jej wścibstwo człowieka. Kiedy chcemy poznać życie, nie powinniśmy zajmować się trupami. Ponadto powtórzenie eksperymentu jest niemożliwe z tej prostej przyczyny, że nie da się odtworzyć wyjściowej sytuacji. Tak więc w każdym przypadku istnieje tylko jedna jedyna odpowiedź.

Nie ma niczego dziwnego w fakcie, że cały tekst heksagramu 50 rozwija motywy zapowiedziane w dwóch wyróżnionych liniach [10]. Pierwsza linia heksagramu mówi:

Kociołek wywrócony do góry nogami.
Sprzyja usunięciu resztek.
Bierze się konkubinę przez wzgląd na jej syna.
Bez winy.

Odwrócony do góry dnem kociołek nie jest używany. Stąd Yijing jest jak nie używany kociołek. Odwrócenie go służy, jak powiedziano wyżej, usunięciu przeszkód. Jak mężczyzna bierze konkubinę, kiedy jego żona nie ma syna, tak też kiedy nie widzimy innego wyjścia, odwołujemy się do Yijing. Mimo niby legalnego statusu konkubiny w Chinach, w rzeczywistości jest ona jedynie cokolwiek krępującym półśrodkiem – podobnie magiczne posługiwanie się wyrocznią jest wybiegiem, którego można użyć dla wyższego celu. Nie ma w tym winy, aczkolwiek jest to wyjątkowy środek ratunku. Linie druga i trzecia zostały już omówione. Czwarta linia mówi:

Nogi Kociołka są połamane.
Posiłek księcia rozlał się,
A on sam został zbrukany.
Nieszczęście!

W tym wypadku użyto kociołka, ale najwyraźniej bardzo niezdarnie to znaczy wyroczni nadużyto lub nie zrozumiano jej. W ten sposób użytkownik zmarnował boskie pożywienie i okrył się hańbą. Legge tłumaczy to następująco: Its subject will be made to blush for shame. Nadużycie takiego jak kociołek (względnie Yijing) przedmiotu kultowego jest grubiańską profanacją. Najwyraźniej Yijing kładzie tu nacisk na swą powagę należną naczyniu ofiarnemu i protestuje przeciw bezczeszczeniu go. Piąta linia mówi:

Kociołek ma żółty uchwyt, złote pierścienie.
Wytrwałość jest korzystna.

Wygląda na to, że Yijing spotkał się z nowym, właściwym (żółty kolor) zrozumieniem, to znaczy z nowym pojęciem (Begriff), dzięki któremu można go „chwycić" (begreifen}. Jest to pojęcie cenne (złote). Odnosi się to może do nowego, angielskiego wydania, dzięki któremu książka ta będzie lepiej niż przedtem dostępna zachodniemu światu, a może też do mojego wieloletniego, wytrwałego badania Yijing. Szósta linia powiada:

Kociołek ma nefrytowe pierścienie. Wielkie powodzenie!
Niczego, co nie byłoby korzystne.

Nefryt wyróżnia się swym pięknym i delikatnym połyskiem. Kiedy pierścienie do przenoszenia są z nefrytu, całe naczynie zyskuje na pięknie, czci i wartości. Yijing mówi o sobie, że jest nie tylko zadowolony, ale też w istocie dobrej myśli. Pozostaje nam tylko czekać dalszych wydarzeń i w tym czasie cieszyć się miłą myślą, że Yijing pochwala nowe wydanie.

W przykładzie tym pokazałem - na tyle, na ile mogłem obiektywnie - jak w danym przypadku działa wyrocznia. Postępowanie oczywiście różni się nieco, zależnie od sposobu, w jaki postawione zostało pytanie. Jeśli na przykład ktoś znalazł się w skomplikowanej sytuacji, to on sam może pojawić się w wyroczni jako podmiot mówiący. Podobnie jeśli pytanie dotyczy związku z inną osobą, owa osoba może sama wystąpić z odpowiedzią. Jednakże tożsamość podmiotu mówiącego nie całkiem zależy od sposobu, w jaki sformułowano pytanie, gdyż nasze związki z bliźnimi nie zawsze zależą od nich. Bardzo często związki te zależą niemal wyłącznie od naszych własnych postaw, choć możemy być tego zupełnie nieświadomi. Stąd też kiedy jednostka nie uświadamia sobie swej roli w danym związku, może ją czekać niespodzianka - wbrew oczekiwaniom ona sarna pojawia się jako główny czynnik, na co niekiedy niedwuznacznie wskazuje tekst. Może się też zdarzyć, że bierzemy sytuację nazbyt serio i przywiązujemy do niej niezwykłą wagę, podczas gdy odpowiedź uzyskana w toku konsultacji z Yijing zwraca uwagę na jakiś inny ukryty w pytaniu aspekt, którego nikt nie podejrzewał. Takie przykłady mogą w pierwszej chwili skłaniać ku myśli, że wyrocznia nas zwodzi. Powiada się, że Konfucjusz otrzymał tylko jedną niewłaściwą odpowiedź – heksagram 22, Bi, „Wdzięk": z gruntu estetyczny. Przypomina to radę, jakiej Sokratesowi udzielił jego daimonion: „Powinieneś więcej zajmować się muzyką" - radę, po otrzymaniu której Sokrates zabrał się do gry na flecie. Konfucjusz i Sokrates mogą walczyć ze sobą o pierwszeństwo inpuncto rozsądku i pedagogicznego podejścia do życia, natomiast mało prawdopodobne, by któryś z nich zajmował się „dodawaniem powabu swej brodzie", co radzi druga linia tego heksagramu. Niestety, rozum i pedagogika często pozbawione są „wdzięku", tak więc może mimo wszystko wyrocznia nie myliła się.

Wróćmy raz jeszcze do naszego heksagramu. Chociaż Yijing nie tylko zdaje się być zadowolony ze swego nowego wydania, ale nawet daje wyraz zdecydowanemu optymizmowi, nie przesądza to jeszcze efektu, jaki wywrze na publiczności, do której ma być skierowany. Jako że mamy w naszym heksagramie dwie, wyróżnione wartością liczbową dziewięć, linie yang, możemy zbadać, jaką Yijing stawia sobie prognozę. Linie mające wartość sześć lub dziewięć wykazują, zgodnie ze starożytną koncepcją, tak wielkie napięcie wewnętrzne, iż powoduje ono ich przemianę w przeciwieństwo, to znaczy, że yang zmienia się w yin i odwrotnie. Przez tę zmianę otrzymujemy heksagram 35, Jin, „Postęp".

Heksagram ten mówi o kimś, kto pnąc się w górę napotyka wszelkiego rodzaju odmiany losu, a tekst opisuje, jak ma się zachować. Yijing jest w takiej sytuacji. Wschodzi „niczym słońce" i „ujawnia się", lecz bywa „odtrącony" i „nie cieszy się zaufaniem" - „robi postępy, ale w smutku". Jednakże „doznaje wielkiego szczęścia za sprawą swego żeńskiego przodka". Psychologia może nam dopomóc w wyświetleniu tego niezrozumianego fragmentu. W snach i w bajkach babka czy jakiś żeński przodek często uosabiają nieświadomość, ponieważ u mężczyzny nieświadomość mieści w sobie żeńską składową psyche. Jeżeli Yijing nie jest akceptowany przez świadomość, to przynajmniej nieświadomość wychodzi mu naprzeciw, gdyż zgodnie ze swą naturą jest on mocniej powiązany z nieświadomością niż z racjonalnym nastawieniem świadomości. Ponieważ w snach nieświadomość często uosabiana jest przez postać żeńską, może to stanowić tu wyjaśnienie. Osobą pici żeńskiej może być tłumaczka, która zapewniła księdze macierzyńską opiekę, a to łatwo może oznaczać dla Yijing „wielkie szczęście". Przewiduje on ogólne zrozumienie, lecz obawia się nadużyć („Postęp chomika"). Pamięta jednak o przestrodze: „Nie bierze sobie do serca zysku ani straty". Pozostaje wolny od „stronniczych motywacji". Nie narzuca się nikomu.

Zatem Yijing zachowuje spokój wobec swej przyszłości na amerykańskim rynku wydawniczym i wypowiada się tu o sobie mniej więcej tak jak każdy rozsądny człowiek wypowiedziałby się w sprawie losów tak kontrowersyjnej książki. Prognoza ta jest tak bardzo sensowna i pełna zdrowego rozsądku, że trudno byłoby spodziewać się trafniejszej odpowiedzi.

To wszystko zdarzyło się, zanim napisałem powyższe akapity. Kiedy dotarłem do tego miejsca, postanowiłem poznać stosunek Yijing do nowej sytuacji, przez to, co napisałem, stan rzeczy uległ zmianie, o tyle że ja sam pojawiłem się na scenie, a zatem spodziewałem się usłyszeć coś, co odnosi się do mojego działania. Muszę wyznać, że w trakcie pisania niniejszej przedmowy nie czułem się zbyt szczęśliwy, ponieważ zachowując poczucie odpowiedzialności wobec nauki, nie mam zwyczaju twierdzenia czegoś, czego nie mogę udowodnić lub przynajmniej przedstawić jako możliwe do racjonalnego przyjęcia. Moje położenie nie było wcale przyjemne, gdyż obiecałem napisać wstęp do zbioru archaicznych „zaklęć magicznych", by przyczynić się do ich - lepszego lub gorszego przyjęcia przez współczesną, krytyczną publiczność. Podjąłem się tego zadania, bo osobiście sądzę, że myśl starożytnych Chin kryje w sobie więcej, niż można dostrzec na pierwszy rzut oka.

Jestem jednak zażenowany, że muszę odwoływać się do dobrej woli i wyobraźni czytelnika, miast przedstawić mu niezbite dowody i udzielić wyczerpujących, naukowo uzasadnionych wyjaśnień. Niestety, zbyt dobrze zdaję sobie sprawę z argumentów, jakie mogą być wytoczone przeciw tej prastarej technice wyroczni. Nie mamy nawet pewności, czy statek, który ma nieść nas po nieznanych morzach, gdzieś nie przecieka. Czyż stary tekst nie mógł zostać przekręcony? Czy przekład Wilhelma zgadza się w każdym szczególe? Czy w naszych objaśnieniach nie nabieramy sami siebie? Ja jestem oczywiście całkowicie przekonany o wartości samopoznania, lecz jakiż ma sens zalecanie takiego wglądu, skoro najmędrsi z ludzi od zarania głosili jego potrzebę - bez powodzenia? Tylko moje subiektywne przekonanie o prawdzie „zawartej" w Yijing skłoniło mnie do napisania przedmowy. Tylko raz przedtem wypowiedziałem się w kwestii Yijing - było to w mowie poświęconej pamięci Richarda Wilhelma - poza tym zachowywałem taktowne milczenie. Teraz zrezygnowałem z mej świadomie wybranej powściągliwości. Mogę podjąć ryzyko, bo teraz zbliżam się do osiemdziesiątki i zmienne ludzkie opinie nie bardzo już robią na mnie wrażenie; myśli sędziwych mistrzów mają dla mnie większą wartość niż aktualnie tocząca się dyskusja akademicka. Wiem, że poprzednio nie śmiałbym wypowiedzieć się równie dobitnie w tak niejasnej materii.

Nie chciałbym obciążać czytelnika tymi osobistymi rozważaniami, ale jak już wspomniałem, odpowiedź wyroczni często wskazuje na osobę samego pytającego. Rzeczywiście, formułując moje pytanie, sprowokowałem nawet wyrocznię do bezpośredniego skomentowania mojego dzieła. Odpowiedzią był heksagram 29, Kań, „Przepastny". Szczególny nacisk położony został na trzecie miejsce, ponieważ linia miała wartość sześć. Linia ta mówi:

Z przodu i z tyłu przepaść za przepaścią.
W takim niebezpieczeństwie wstrzymaj się,
Bo wpadniesz w jamę na dnie przepaści.
Nie działaj w ten sposób.

Dawniej bezwarunkowo wysłuchałbym rady: „Nie działaj w ten sposób", i zrezygnowałbym z dzielenia się opinią na temat Yijing, z tego wyłącznie powodu, że jej nie miałem. Lecz teraz rada ta może mi posłużyć za przykład demonstrujący sposób funkcjonowania Yijing. W rzeczy samej, nie mogę poruszać się do przodu, to znaczy wyjść poza to, co już powiedziałem o wyroczni, ani też nie mogę się cofnąć, to znaczy powstrzymać się zupełnie od wygłoszenia własnej opinii. Rzeczywiście, jeśli zacząć się nad tym zastanawiać, problemy Yijing stanowią „przepaść za przepaścią" i koniecznie trzeba „wstrzymać się" pośród niebezpieczeństw bezgranicznych i bezkrytycznych spekulacji - inaczej doprawdy wchodzi się w ślepą uliczkę. Czyż może istnieć bardziej niewygodna intelektualnie pozycja niż unoszenie się w rozrzedzonej atmosferze nie sprawdzonych możliwości, bez rozeznania, czy to, co się widzi, to prawda czy złudzenie. Oto - jak ze snu - atmosfera Yijing, a w niej - niczego, na czym można by polegać, oprócz własnego, tak omylnego, subiektywnego sądu. Nie mogę nie przyznać, że zdanie to nader trafnie oddaje uczucia, jakich doświadczałem, pisząc powyższe fragmenty. Równie trafny jest krzepiący początek tego heksagramu: „Jeśli jesteś szczery - osiągniesz w sercu powodzenie", wskazuje on bowiem, że rozstrzygającą tutaj rzeczą jest nie zewnętrzne niebezpieczeństwo, lecz subiektywny stan, czyli czy ktoś uważa, że jest „szczery" albo nie.

Heksagram porównuje dynamiczne działanie w takiej sytuacji do zachowania płynącej wody, która nie obawia się żadnego niebezpiecznego miejsca, lecz spada z urwiska i wypełnia zagłębienia leżące na jej drodze (Kań symbolizuje też wodę). Oto sposób, w jaki działa „wyższy człowiek" („człowiek szlachetny") i jak „dalej spełnia powinności nauczyciela". No cóż, nie boję się popadania w złudzenia, niepewność, wątpliwości, nieporozumienia - by nazwać po imieniu tylko kilka spośród wielu jam, do których mógłbym wpaść - tylko staram się udzielić czytelnikowi wskazówek na temat Yijing.

Kan jest zdecydowanie jedynym z mniej miłych heksagramów. Nierzadko otrzymywali go ci z moich pacjentów, którzy trochę zanadto zawładnięci zostali przez nieświadomość (woda!) i którym groziło wystąpienie objawów psychotycznych. Jak w interpretacji snu należy z jak największą ścisłością trzymać się jego treści, tak w korzystaniu z rad wyroczni należy nieustannie pamiętać o tym, w jaki sposób sformułowało się pytanie, bo zakreśla to wyraźne granice interpretacji odpowiedzi. Kiedy po raz pierwszy odwołałem się tu do wyroczni, myślałem przede wszystkim o znaczeniu nowego wydania i o przedmowie do Yijing, którą dopiero miałem napisać, stąd Yijing znalazł się na pierwszym planie. Przypisałem mu jak gdyby z góry rangę działającego podmiotu. Kiedy odwołałem się po raz drugi, rola działającego podmiotu przypadła w udziale mnie samemu. Gdybym więc za drugim razem znów zakładał, że podmiotem jest Yijing, moje podejście byłoby arbitralne: a poza tym interpretacja stałaby się niemożliwa. Jeśli zaś sam jestem podmiotem, to interpretacja jest - w moim subiektywnym odczuciu - sensowna, gdyż wyraża moje niewątpliwie istniejące poczucie niepewności i ryzyka. Poruszając się w tak grząskiej materii, łatwo mogę ulec w niebezpiecznym stopniu wpływom nieświadomości.

Pierwsza linia heksagramu wskazuje na istnienie niebezpieczeństwa („W przepaści wpada się w jamę"). Druga linia czyni to samo, dodając jeszcze radę: „Należy dążyć do osiągnięć tylko w małych sprawach". Najwyraźniej przewidziałem to, ograniczając się w niniejszej przedmowie do opisania kilku przykładów, powstrzymując się zaś od ambitniejszego zamysłu napisania psychologicznego komentarza do całej księgi. To uproszczenie mojego zadania znajduje wyraz w czwartej linii:

Dzban wina, czarka ryżu do niego, gliniane naczynia
Podane po prostu przez okno.

Wilhelm komentuje to następująco: „Chociaż na ogół panuje zwyczaj, że urzędnik, nim zostanie mianowany, wręcza jakieś wstępne dary i rekomendacje, to tutaj wszystko jest jak najbardziej uproszczone. Podarunki są skromne; nie ma nikogo, kto by go zarekomendował; przedstawia się sam. A jednak nie jest to upokarzające, o ile tylko istnieje szczery zamiar wzajemnej pomocy w niebezpieczeństwie".

Piąta linia kontynuuje temat ograniczenia. Kiedy obserwujemy naturę wody, widzimy, że wypełnia ona zagłębienie do krawędzi, po czym spływa. Nie pozostaje w potrzasku.

Woda nie wypełnia przepaści tak, że się przelewa.
Wypełnia ją tylko do krawędzi.

Lecz gdybyśmy - kuszeni przez niebezpieczeństwo i jedynie z niepewności - mieli uporczywie utwierdzać się w przekonaniu poprzez szczególne usiłowania, takie jak zawiłe komentarze, kazuistykę i tym podobne, to ugrzęźlibyśmy tylko w trudnościach, które najwyższa linia opisuje bardzo celnie jako sytuację skrępowania i zamknięcia. Rzeczywiście, ostatnia linia często ukazuje skutki, jakie nastąpią, o ile nie weźmiemy sobie do serca sensu heksagramu.

W naszym heksagramie mamy sześć na trzecim miejscu. Ta linia yin o rosnącym napięciu przekształca się w linię yang i tym sposobem tworzy nowy heksagram ukazujący jak gdyby nową możliwość lub tendencję. Mamy teraz heksagram 48, Jing, „Studnia". Oto dziura z wodą nie oznacza już niebezpieczeństwa, ale raczej coś zbawiennego, studnię:

I tak człowiek szlachetny zachęca ludzi do pracy
I nakłania ich, by sobie pomagali.

Obraz ludzi udzielających sobie pomocy odnosi się, jak się zdaje, do odbudowy studni, która się zawaliła i pełna jest błota. Nawet zwierzęta z niej nie piją. Pływają w niej ryby i można by je łowić, studni nie używa się jednak do czerpania wody pitnej, to znaczy, że nie służy ona ludzkim potrzebom. Opis ten przypomina odwrócone i nie używane naczynie ofiarne, które musi mieć nowy uchwyt. Co więcej, studnia, podobnie jak naczynie, jest czyszczona. Lecz nikt z niej nie pije.

To zasmuca me serce,
Bo można by z niej czerpać.

Niebezpieczny dół z wodą czy przepaść wskazywały na Yijing – tak samo studnia. Ona jednak ma znaczenie dodatnie: jest jamą zawierającą wodę życia. Jest nieświadomością: z jednej strony niebezpieczeństwem, z drugiej pomocą. Powinno się ją naprawić i używać jej. Lecz nie mamy pojęcia (Begriff), jak tego dokonać; nie ma naczyń, w których można by nosić wodę, gdyż „dzban jest pęknięty i przecieka". Naczynie ofiarne potrzebuje nowych uchwytów i pierścieni, za które można by je ująć podobnie studnia musi być na nowo obudowana ponieważ bije w niej „czyste, chłodne źródło, z którego można pić". Można z niej czerpać wodę ponieważ „jest niezawodna".

Jasne, że w tej „prognozie" podmiotem mówiącym jest znów Yijiag opisujący siebie jako źródło wody żywej. Poprzedni heksagram odpisywał szczegółowo niebezpieczeństwa wiszące nad osobą, która przypadkiem wpada w czeluść przepaści. Musi się z niej wydostać, by odkryć, że jest to stara, pełna błota, zniszczona studnia, którą jednak da się odremontować i znów z niej korzystać.

Losowej metodzie, jaką jest wróżenie z rzutu monet, przedstawiłem dwa pytania, przy czym drugie zostało zadane już po napisaniu przeze mnie analizy odpowiedzi na pierwsze. Pierwsze pytanie skierowane było jak gdyby do Yijing: co ma do powiedzenia o moim zamiarze napisania przedmowy? Drugie pytanie dotyczyło mego własnego działania – czy raczej sytuacji, w której byłem podmiotem działającym, autorem analizy pierwszego heksagramu. Yijing odpowiedział na pierwsze pytanie przyrównując się do naczynia ofiarnego, wymagającego naprawy, naczynia, które cieszyło się zaledwie wątpliwą przychylnością ogółu. Druga odpowiedź mówiła, że znalazłem się w kłopocie, gdyż Yijing stanowi głęboki i niebezpieczny dół z wodą, w którym łatwo można się pogrążyć. Jednakże dół ten okazał się starą studnią, potrzebującą jedynie naprawy, by znów mogła służyć użytecznym celom.

Te cztery heksagramy są ogólnie zgodne in puncto motywu (naczynie, dół, studnia), a in puncto treści - wydają się być znaczące, przynajmniej w mojej subiektywnej ocenie. Gdyby takich odpowiedzi udzielał człowiek, to jako psychiatra musiałbym uznać go za zdrowego na umyśle, przynajmniej na podstawie przedstawionego materiału. Na pewno nie byłbym w stanie dopatrzyć się w tych czterech odpowiedziach niczego szalonego, idiotycznego czy schizofrenicznego. Zważywszy niesłychaną wiekowość Yijing i jego chińskie pochodzenie, nie mógłbym jego nieco archaicznego, symbolicznego i kwiecistego języka uznać za anormalny. Przeciwnie, powinienem pogratulować tej domniemanej osobie głębi jej wglądu w mój nie wypowiedziany stan wątpliwości.

Wydaje mi się, że opierając się na tym przykładzie pozbawiony przesądów czytelnik będzie mógł wyrobić sobie choćby tylko wstępną opinią o działaniu Yijing [11]. Więcej nie można oczekiwać od zwykłego wprowadzenia.

Gdyby za pomocą tego eksperymentu udało mi się wyjaśnić psychologiczną fenomenologię Yijing, to osiągnąłbym swój cel. Co do tysięcy pytań, wątpliwości, sprzeciwów i tym podobnych, jakie budzi ta osobliwa księga - nie mogę na nie odpowiedzieć. Jednemu jej duch zda się jasny jak dzień, drugiemu niewyraźny niczym zmrok, innemu ciemny jak noc. Ten, kto nie jest z niej zadowolony, nie musi jej przecież używać, a ten, kto nie może się z nią zgodzić, nie jest zobowiązany do uznawania jej za prawdziwą. Niech Yijing idzie w świat dla dobra tych, którzy potrafią rozpoznać jego sens.

Przełożyli: Wojciech Chełmiński i Erdmute Sobaszek

Przypisy

  1. O tekstach wykładających sens poszczególnych linii heksagramu Legge wyraża się tak oto: According to our notions, a framer of emblems should be a good deal of a poet, but those of the Yi only make us think of a dryasdust. Out of more than 350, the greater number are only grotesque. (Sacred Books of the East, t. XVI, The Texts of Confucianism, cz. II, The Yi King, Oxford 1882, s.22). Ten sam autor mówi o lessons heksagramów następująco: But why, it may be asked, why should they be conveyed to us by such an array of lineal figures, and in such a farrago of emblematic representations? (Tamże, s. 25). Nigdzie nie dowiadujemy się jednak, by sam Legge choć raz wypróbował tę metodę w praktyce.
  2. Są to łodygi ptarmica sibirica, rośliny, którą Legge widział na grobie Konfucjusza.
  3. Całkiem pomocne mogłyby się tu okazać prace J.B. Rhine'a, Extra-Sensory Perception, Boston 1934, i New Frontiers of the Mind, New York, 1937.
  4. W dawnym rozumieniu są one shan – spiritlike (Heaven produced the spiritlike things), Legge, dz. Cyt., s. 41.
  5. Odsyłam tu czytelnika do wykładu metody w tekście Wilhelma.
  6. Na przykład invidi (zazdrośnicy) to figura językowa stale powracająca w starych łacińskich księgach alchemicznych, szczególnie w Turba Philosophorum (XI lub XII wiek).
  7. Z łacińskiego concipere (ująć razem), na przykład w naczyniu. Concipere wywodzi się z capere (ująć chwycić).
  8. Jest to etymologia klasyczna. Ojcowie Kościoła wywodzili religio od religiare (związywać ze sobą).
  9. Dokonałem eksperymentu, nim jeszcze napisałem tę przedmowę.
  10. W heksagramie otrzymanym za pomocą wyroczni Chińczycy interpretują jedynie linie zmienne. Stwierdziłem, że w większości wypadków istotne są wszystkie linie heksagramu.
  11. Zachęcam czytelnika, by odszukał owe cztery heksagramy i przeczytał je wraz ze wszystkimi komentarzami.
Powrót do góry


Warning: require_once(./../libraries/bottommenuandfooter.php): failed to open stream: No such file or directory in /przedmowa.php on line 134

Fatal error: require_once(): Failed opening required './../libraries/bottommenuandfooter.php' (include_path='.:/:/usr/local/php7/lib/pear') in /przedmowa.php on line 134